
Calabrisella
Smak. Spokój. Kalabria.
Calabrisella nie powstała przy biurku. Nie narodziła się z katalogu importera ani zimnej kalkulacji, że „włoskie produkty dobrze się sprzedają”.
Powstała z prawdziwej historii. Z drogi, która zaczęła się 23 lata temu.
Wszystko zaczęło się w 2003 roku
Miałem osiemnaście lat, kiedy życie zmusiło mnie do szybszego dorośnięcia. Po trudnych doświadczeniach osobistych, od cioci „Dzidki” dostałem propozycję wyjazdu na południe Włoch. Miał to być krótki wyjazd. Dwa tygodnie resetu, zmiany klimatu, przewietrzenia głowy.
Z tych dwóch tygodni zrobiło się ponad pięć lat.
Tak trafiłem do Kalabrii. Nie jako turysta. Nie na wakacje all inclusive. Nie po kilka zdjęć na tle morza. Trafiłem do codziennego życia. Do małego kalabryjskiego miasteczka Belvedere di Spinello. Do ludzi, którzy żyją inaczej niż my, w tej części świata: wolniej, prościej, bliżej ziemi, pogody, pracy i wspólnego stołu.
Mój poranek przez pięć lat
Przez ponad pięć lat każdego ranka szedłem pieszo do pracy. Piętnaście minut drogą po wzgórzu wioski, z której rozciągał się widok na wysokie pasmo Sila i doliny Apeninów. Oliwne gaje otulone porannym słońcem. Bydło, które nie znało łańcucha, swobodnie wędrujące po wzgórzach. Konie schodzące napoić się w upale nad rzekę Lese. Bezchmurne lato w tej części regionu trwa często ponad siedem miesięcy w roku.
To nie był krajobraz z folderu. To był mój codzienny poranek.



